Praktyczny savoir-vivre, cz. I

Buty

Nadeszła w sposób nieunikniony ta pora roku, w której na wiele miesięcy stajemy się europejską potęgą w produkcji błota. Nawet chodniki w centrach miast pokrywają się brudną mazią. Wracając do domu, zanim ściągniemy płaszcz i czapkę, najpierw ściągamy buty.
Ale co zrobić, gdy idziemy do kogoś w gości, albo gdy sami przyjmujemy gości: czy powinniśmy ściągać buty, albo czy możemy poprosić gości, aby je ściągnęli – czy też i jedno i drugie będzie gafą?
Rzeczywiście, ogromną gafą będzie poproszenie gości o zdjęcie obuwia, nawet jeżeli na zewnątrz pada śnieg z deszczem, a ulice pokryte są gnijącymi liśćmi, a my na podłogach mamy drogie dywany lub jasne wykładziny. Po prostu połóżmy przy drzwiach dyskretnie czystą wycieraczkę lub jakiś chodniczek, na którym nam nie zależy, na których to nasi goście – na pewno ludzie dobrze wychowani, bo przecież innych nie zaprosilibyśmy do siebie – będą mogli buty oczyścić i osuszyć. Trudno, taka jest cena gościnności.
Natomiast pod żadnym pozorem nie wolno obrażać gości aluzjami typu: „O, przygotowaliśmy dla Was wygodne papucie, gdybyście chcieli”, nie mówiąc już o brutalnie bezpośrednim „Zdejmiecie buty? Bo tam chyba straszna plucha”.
Inicjatywa zdjęcia butów lub nie zawsze leży po stronie gości. Jeżeli spotkanie jest mniej formalne, mogą oni zdjąć buty – taki miły gest wobec gospodarzy. Jeżeli gospodarze będą bardzo oponować – goście mogą w butach zostać.
Jeżeli natomiast spotkanie ma charakter bardziej oficjalny – panowie są w garniturach, a panie w eleganckich kreacjach – wyglądalibyśmy groteskowo w muszce lub krawacie i w skarpetkach, albo w złotej lamie i w samych rajstopach. Upewniamy się wtedy, że wycieramy buty dokładnie na wycieraczce, albo przynosimy zapasową parę i zmieniamy dyskretnie kozaczki na szpilki, a ciepłe trzewiki na przykład na lakierki.
Z zasadami takimi spotkamy się zresztą w innych krajach i regionach o klimacie zbliżonym do naszego – jak Skandynawia, Niemcy, Anglia, Kanada, czy północne Stany.
I jeszcze jedno: co do szpilek, zwłaszcza tych na ostrych metalowych obcasach – panie powinny ich unikać przy wizytach prywatnych, ze względu chociażby na możliwość zarysowania lub wręcz podziurawienia parkietu gospodarzy. To byłoby znacznie większe faux-pas, niż przyniesienie na kozaczkach paru grudek błota…..

Kwiaty, koniaki, itp.

Idziemy do kogoś w gości, być może po raz pierwszy na kolację do domu szefa, lub spotykamy rodziców naszej sympatii po raz pierwszy – i nie chcemy iść z pustymi rękami. Co robić?
Oto kilka bezpiecznych rad. Dla pani domu – zawsze kwiaty. Najlepiej unikać efekciarskich i nienaturalnych bukietów z mnóstwem niepotrzebnych dodatków, które często są w złym guście. Dyskretny urok elegancji jest najlepszy. Kwiaty mogą być sezonowe, na przykład narcyzy lub tulipany na wiosnę, albo uniwersalne – róże, gerbery, frezje, itp. Unikajmy kwiatów, które w naszym kręgu kulturowym mają konkretne, czasem przykre, konotacje: lilie, chryzantemy, czy kalie. (Tak, tak: widziałem już bukiety z kalii, czyli klasycznych kwiatów pogrzebowych, wręczane starszym osobom z okazji jubileuszu….). W Anglii czy Francji chryzantemy będą mile widziane i przez panią domu docenione, ale nie u nas. Tak samo bukieciki konwalii czy fiołków – zostawmy je jako miły akcent na randkę, ale nie na imieniny koleżanki w biurze. Jeżeli mamy wątpliwości – poprośmy o radę panią w kwiaciarni.
Jeżeli jest to nasza pierwsza wizyta – dopuszczalne są tylko kwiaty cięte. Na doniczkowe – często równie piękne, a bardziej trwałe – możemy sobie pozwolić wśród bliższych znajomych, gdy lepiej poznamy ich gust, czy wystrój domu.
Jeżeli chcemy przynieść czekoladki – to jedynie te ekskluzywne, ręcznie robione praliny, NIGDY coś masowej produkcji, z półki sklepu spożywczego. Praliny takie będą sporo kosztowały, ale na pewno będą docenione. Wszystko zależy, jakie wrażenie chcemy zrobić i jak zasobny portfel posiadamy. Klasyczne bomboniery ze sklepu możemy podarować dzieciom kuzynki lub sąsiadce za to, że odebrała dla nas paczkę od kuriera – czyli drobne, codzienne i sympatyczne „Dziękuję”.
Jeżeli decydujemy się na przyniesienie alkoholu to – jak w przypadku czekolady – powinniśmy wybrać tylko te najlepsze czyli, niestety, bardzo drogie wina, albo najlepszą szkocką whisky typu „single malt”, nigdy tak zwaną „blended”. Popularne wina i whisky – w tym irlandzką, czy amerykański bourbon – znane wszystkim z półek w supermarketach, zostawmy na spotkania wśród przyjaciół i bliskich znajomych, ale nigdy nie róbmy z nich prezentów na bardziej oficjalne zaproszenia.
Z alkoholem trzeba natomiast uważać szczególnie w przypadku osób, których nie znamy dobrze, bo możemy trafić na przykład na kogoś, kto właśnie heroicznie próbuje wyjść z nałogu; może nam być potem bardzo głupio…..
Również ciasta własnego wypieku albo przetwory, czy nalewki (choćby najlepsze i najsmaczniejsze), a także świąteczne kosze z przysmakami, zostawmy na upominki dla rodziny, znajomych i bliskich przyjaciół. Przynoszenie gospodarzom naszego formalnego proszonego obiadu czy kolacji wiktuałów może wyglądać, jak brak zaufania do ich zdolności kulinarnych lub zasobności portfela….
I jeszcze jedno – już przy stole: jako goście NIGDY nie mówimy popularnego „Smacznego”. Mogą to ewentualnie – podkreślam: ewentualnie – powiedzieć jedynie gospodarze, chociaż zwyczaj ten wychodzi z obiegu. To samo dotyczy toastów: jako goście nigdy nie wznosimy ich pierwsi, nawet jeżeli życzymy naszym miłym gospodarzom naprawdę dużo szczęścia i pomyślności.

Created by Vision Design & GrupaTaka